Zacznijmy od tego, skąd pochodzi nazwa trattoria i co oznacza dla Włochów. Dawniej, kiedy rolnicy czuli się zmęczeni pracą, przystawali w domach gościnnych i tam jadali posiłki. Ubrani w pobrudzone stroje, całkiem swobodnie siadali przy stołach i odpoczywali. Dzisiaj takie miejsca są nazywane trattoriami. Nie tak eleganckie jak restauracje, o prostszym wystroju, małe, przytulne, ale pełne uroku „jak za dawnych czasów”. Trattoria Al Pompiere (strażak), została nazwana na cześć jej założyciela, byłego strażaka. Usytuowana jest przy małej przecznicy głównej ulicy Giuseppe Mazzini, na której znajduje się dom Julii, tak tłumne odwiedzany przez turystów.

 

Turkusowa markiza nad wejściem już od progu intryguje. To miejsce o długoletniej historii, powszechnie znane i cenione w całej Weronie oraz okrzyknięte najlepszą tamtejszą restauracją. Włosi mawiają, że być w Weronie i nie zjeść w Al Pompiere, to jakby nie być w tym mieście. To prawdziwa instytucja! Na temat tego miejsca powstało wiele artykułów i wspaniałych recenzji, które opisują jego fenomen. Obok świetnego jedzenia, Al Pompiere ma też mnóstwo win, w tym 25 roczników samego Amarone od Bertaniego. Rezerwację stolika trzeba zrobić co najmniej miesiąc wcześniej, inaczej marne szanse na – jak to mówią – „skosztowanie kawałka nieba”.  W roku 2011 trattoria otrzymała nagrodę za najlepsze tiramisu na świecie… i takie też było! Właściciel, Marco Dandrea, wysoko ceni sobie jakość oraz autentyczność tamtejszej kuchni.
Na sali można podziwiać gustowną salumerię zaopatrzoną w najlepsze gatunki prosciutto, culatello, w salami i mortadele oraz ponad 20 rodzajów najlepszych serów dojrzewających: pecorino, capra, parmigiano oraz świeżych i delikatnych, jak kremowa ricotta, bufala czy burrata. Od tego należy rozpocząć biesiadowanie. Na przystawkę trzeba zamówić prosciutto crudo di Soave albo della Versilia, pokrojone cieniutko na ręcznej maszynie affetratrice napędzanej za pomocą koła, z której wychodzą plasterki wędlin przezroczyste jak pergamin. Do tego piatto di formaggi z musztardą owocową.

 
Primi piatti to pasta e fagioli Giovanni Gabrielli, typowa dla regionu gęsta zupa z fasoli z dodatkiem makaronu, bigoli di pasta d’oca con sugo di oca arosto, ręcznie robiony makaron z ragù z gęsi, a na końcu zielone risotto con broccolo e tartuffo nero z dodatkiem brokułów i rukoli, podane ze świeżą czarną truflą.
Secondi to ryby: merluzzo czy baccala podawane z ziemniakami albo polentą. Albo też „mega mięsne” danie główne – stinco di maiale arrosto con pure di patate vitelotte, rozpływająca się wieprzowina na purée z fioletowych ziemniaków. Jest i specjalność regionalna, cotechino – coś czego należy przynajmniej spróbować. To rodzaj surowej kiełbasy w grubym jelicie, którą podaje się na gorąco z dodatkiem pieczonych ziemniaków albo soczewicy. To danie zdecydowanie „męskie” i uwielbiane przez tamtejszych mieszkańców.

A na deser słodkie arcydzieła robione tylko na miejscu i najlepsze tiramisu na świecie!
Obserwując obsługę miałam wrażenie, jakby tańczyli między stolikami w rytm włoskiej ballady. Zwinnie rozkładali na stolikach kieliszki do wina, trzymając w rękach nawet po 10 sztuk. Odgadywali każde pragnienie gości i szybko spełniali nasze potrzeby. Niewidoczni, ale zawsze w pobliżu, wykonują swój zawód z największą pieczołowitością. Na ścianach wisi mnóstwo zdjęć właściciela, często w towarzystwie gwiazd Hollywood, które chętnie odwiedzają to miejsce.