Cagliari to miasto portowe, które przyciąga ludzi z różnych stron świata. Nas urzekło unikatową kulinarną mapą, na której nie brak różnorodności i ciekawych kompozycji. Do tego idealnie dobrane wina i można tam zapuścić korzenie na długo. Wystarczą trzy dni, by zachwycić się i zakochać w tamtejszej kuchni, specjałach oraz zwyczajach kulinarnych. Swoją przygodę z Cagliari koniecznie trzeba zacząć od targu Mercato di San Benedetto na via Tiziano. Ten szary budynek z niepozornym napisem Mercato to kulinarny pępek miasta, miejsce codziennych zakupów dla mieszkańców wyspy. Można kupić tam świeże warzywa, owoce, pieczywo, sery, wędliny, mięso, i oczywiście świeżo złowione ryby i owoce morza.
Na parterze witają nas lokalni piekarze i cukiernicy oferujący ciabatty, białe pieczywo pane i typowe dla Sardynii cieniutkie pane carasau oraz słodkości, takie jak kruche ciasteczka z orzechami, z ricottą, migdałowe z lekką bezą, a nawet cannoli siciliani. Wśród tutejszych specjałów szczególnie godne uwagi są zaplatane pierożki culurgiones, z uroczym wzorkiem, nadzieniem z ziemniaków i pecorino oraz sebadas — słodkie pierożki z ricottą, które podaje się na deser smażone, polane miodem akacjowym z lodami. Na wyspie istnieje tradycja, że każda rodzina robi tyle sebadas, ilu liczy członków, potem następuje wielkie smażenie i wspólne jedzenie przy rodzinnym stole.
Dalej kupujemy prawdziwe sardyńskie sery. Wyspa słynie szczególnie z pecorino wytwarzanego z mleka owczego, w różnych odsłonach, o różnym stopniu dojrzewania — od lekkich, miękkich, po te intensywne, dojrzewające nawet 20 miesięcy, kruche jak parmezan. A koneserzy, otwarci na ciekawe doznania, mogą spróbować tu dojrzewającego sera pecorino z robakami… Ot, taki lokalny specjał. Nigdzie nie jadłam tak dobrych serów z mleka owczego jak na Sardynii. Już na stoisku można dostać zawrotu głowy. Sprzedawca kroi piąty ser z kolei, a nam wciąż trudno jest wybrać ten najlepszy. Prosimy więc o wszystkie, po kawałku.
I tak, idąc z torbą pełną smaków wyspy, kupujemy jeszcze soczyste owoce i warzywa — sezonowe i najlepsze, bo nic tam nie jest sprowadzane na siłę. Jeśli jest sezon na określone owoce i warzywa — można je kupić, jeśli nie — zaspokajamy się tym, co wydaje ziemia. To jest piękne i zdrowe, włoskie podejście do żywienia. Czasami tracimy głowę, starając się np. zdobyć pomidory zimą a szparagi jesienią. Nie powinno tak być.

Mięsa i wędliny to kolejny i, o dziwo, bardzo ważny przystanek na targu. Tamtejsi Włosi jedzą bardzo dużo koniny oraz wieprzowiny. Bistecca di cavallo to solidny kawał mięsa z koniny, który jest sardyńskim przysmakiem — jak bistecca di manzo w Toskanii. Jeśli chodzi o wieprzowinę, bardzo popularne są maialetto, pieczone w całości małe świnki. Sardyńczycy bardzo sobie cenią również baraninę i jagnięcinę. Menu mięsne jest niezwykle bogate, co niektórych może zaskoczyć.
Sardynia to wyspa pełna ziół: tymianku, rozmarynu, szałwii, jałowca oraz mięty. Nie brak ich na targu, podobnie jak kaparów, dzikich karczochów czy szparagów. Całe pęki, jakby zawieszone do suszenia, albo gotowe do wrzucenia do garnka, wyglądają niezwykle malowniczo. Możemy też kupić wyjątkowy specjał, z którego słynie wyspa. To, zwany zapachem Sardynii, wszechobecny mirt, z którego robi się tradycyjny likier Mirto oraz konfitury. Trudno było się oprzeć i nie spakować choć małej butelki i słoiczka do podróżnej torby.  Takie pamiątki, obok wina oczywiście, zawsze przypominają nam tamtejsze smaki i zapachy. Gdy idziemy schodami w dół, wciąga nas mocny zapach morza i stoiska pełne ryb i owoców morza. Dorodne okazy orata — dorady, smukłe calamari — kalmary, czarne sepie, nawet solona baccalà oraz mule w rozmiarach, jakich nigdy nie spotkamy w Polsce, a na końcu bottarga di muggine, czyli suszona ikra cefala, której cena sięga nawet 200 euro za kilogram. Można ją kupić w całości albo startą. Sardyńczycy jedzą ją na surowo, pokrojoną w cienkie plastry, jako dodatek do sałaty, karczochów albo tradycyjnie z makaronem. Polecam spaghetti alla bottarga według przepisu z mojej książki Buonissima! Świetnie się komponuje ze schłodzonym Vermentino, tamtejszym białym winem.


Ale miasto to nie tylko zakupy. Wspinając się po wąskich i stromych uliczkach Cagliari, idąc pomiędzy  wiszącymi nad głową sznurami z bielizną, możemy napotkać  dziesiątki restauracji, które podają typowe dania kuchni sardyńskiej, rozkochując w sobie przyjezdnych. Znajdziemy  w nich całe bogactwo morza i ziemi. Od przedziwnych stworzeń morskich serwowanych z grilla, smażonych czy na surowo, po tłuste pieczone mięsa: koninę, baraninę, jagnięcinę i wieprzowinę. Wszystko to w towarzystwie wyśmienitych sardyńskich win, oliwy i tamtejszych dojrzałych serów pecorino.